piątek, 14 sierpnia 2020

31 marca 2010

KIEDY BYŁEŚ MAŁYM DZIECKIEM


Kiedy byłeś małym dzieckiem nie musiałeś znać sensu życia, wystarczyło, że znali go twoi rodzice. Kiedy byłeś małym dzieckiem nie musiałeś wiedzieć, po co to wszystko, wystarczyło, że wiedzieli to twoi rodzice. Kiedy byłeś małym dzieckiem, nie musiałeś zastanawiać się gdzie leży koniec świata, wystarczyło, że wiedzieli to twoi rodzice. Kiedy byłeś małym dzieckiem nie musiałeś wiedzieć wielu rzeczy, wiedziałeś, że wiedzą to twoi rodzice, dziadkowie, opiekunowie.

Teraz jesteś dorosły i wiesz, że nie ma nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania. Zrozumiałeś, że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy tymi małymi dziećmi. Niektórzy tylko udają dorosłych. Nagle stanąłeś przed prawdą, która cię jednocześnie zadziwiała i przeraziła, wywołała fascynację, ale i frustrację. Prawdą tą jest uświadomienie sobie, że wobec swoich problemów jesteś samotny. Jesteś samotny wobec ogromu wszechświata. Nagle ujrzałeś tłum ludzi przeraźliwie samotnych. Wyobcowanych wobec Boga, nieskończoności, wobec wszystkiego, co jest.

Kiedy byłeś małym dzieckiem twoją przednią strażą byli dorośli, wierzyłeś w ich nieograniczoną wiedzę, byli tą częścią ciebie, która w przyszłości miała otworzyć cię na świat, Boga, jedną niezmienną prawdę, jeden sens, jeden cel. Dorastając szybko przekonałeś się, że ci dorośli są tylko małymi, nieporadnymi, zadufanymi w sobie dziećmi. Coraz częściej zaczęło nurtować cię jedno dziwne pytanie: gdzie jest gospodarz tego bałaganu?

Kiedy świni napełnisz koryto, zapewnisz miejsce do spania, nie będzie zadawała pytań o sen i przeznaczenie. Większości ludzi wystarczy dostatnie życie, przecięta, tania rozrywka i towarzystwo sobie podobnych, by dusić się we własnym sosiku, bez zadawania filozoficznych, czy religijnych pytań. Nauczyli się udawać, że ich wewnętrzna, duchowa natura nie istnieje, że marzenia są jak paskudny nałóg, z którego trzeba się leczyć. Nauczyli się wierzyć, że są przykuci do danego miejsca, sposobu życia i myślenia. Wierzą w boga tylko z przyzwyczajenia, bo tak wygodniej. Swoją religię traktują machinalnie niewiele z niej rozumiejąc, raczej z lęku niż z prawdziwej potrzeby, z lęku przed byciem innym. Codziennie, jak tysiące innych tłoczą się, by dojechać do pracy, a kiedy tylko przekroczą jej próg myślą o tym, by już ją zakończyć. Dla większości jest ona tylko mechanicznym powtarzaniem pewnych czynności. Nie niesie z sobą żadnej pasji, żadnych emocji. Kiedy wrócą do domu, siadają przed telewizorem, by połknąć swoją porcję łatwo przyswajalnej, ogłupiającej papki.

Tysiące, miliony ludzi dzień, po dniu powtarza podobny schemat. Wychowują dzieci, którym też go przekażą. Większość, kiedy dobiegną jej dni, nie będzie umieć określić, czy była szczęśliwa, czy nie. Większość ludzi z naszej cywilizacji nie rożni się, ani od tych przysłowiowych świń, którym ktoś, z ociąganiem napełnia koryto, ani od stada owiec, które bezmyślnie idą za innymi, czasami o wiele głupszymi od siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz