piątek, 31 lipca 2020

17 marca 2010

Patrzę jak pada deszcz.




Jest październik. Stoję pod daszkiem i patrzę jak pada deszcz. W powietrzu rysują się ukośne linie kropel, słychać charakterystyczny, jednostajny szum. W kałużach drgają kółka fal, rozchodzą się promieniście i łączą z innymi. Patrzę na mokre drzewo, sosnę. Jej igiełki obwieszone są girlandami pereł, ruchomej, nietrwałej biżuterii.

Stoję pod daszkiem i widzę jak od czasu, do czasu przemyka człowiek, zmoknięta, pochylona sylwetka. Stoję i widzę ciężkie, ołowiane niebo, zamglony horyzont. Stoję i uświadamiam sobie, że w zasadzie, nie wiem co widzę. Czy to, co odczuwam, jest tym, co istnieje naprawdę? Czy to całe piękno, które odbieram istnieje obiektywnie? A może jest tylko wytworem mojej świadomości, mojego, specyficznego sposobu patrzenia na świat.

Zdaję sobie sprawę, że ten padający deszcz z chwilą, kiedy go postrzegam jest już we mnie, w mojej głowie. Przecież cały ten świat jest w mojej głowie. Cały Wszechświat, wszystkie gwiazdy, wszystko, co do tej pory widziałem lub sobie wyobraziłem, bo przecież to jest specyfika postrzegania. Jednocześnie to, co jest w mojej głowie, jest całym moim światem. Nic innego dla mnie nie istnieje. Mogę ten świat udoskonalać, modyfikować. Im więcej wiem, im więcej rozumiem, tym większy jest mój wszechświat. A kiedy rozmawiam z drugim człowiekiem mam świadomość, że i on nosi w sobie swój własny wszechświat. Kiedy obaj patrzymy na tę samą rzecz i on i ja widzimy coś innego. Mogą być to rzeczy bardzo podobne, ale nigdy identyczne.



czwartek, 30 lipca 2020

16 marca 2010

Samobójstwo.




Stali na rogu ulicy i się całowali. Robili to ostentacyjnie, bez skrępowania, wręcz bezwstydnie. Ona wisiała mu na szyi, on obejmował ją w pasie. W tym widoku nie byłoby nic zdrożnego gdyby nie ich wiek. Mieli po czternaście lat!!!

Ona o ciemnych falowanych włosach, dobrze rozwinięta, umalowana jak dorosła kobieta, z wielkimi kolczykami w uszach. On dosyć wysoki, jak na swój wiek wyglądał bardzo poważnie. Od dłuższego czasu byli parą i lubili to pokazywać.

Rodzice dziewczyny byli rozwiedzeni, ale ojciec często odwiedzał córkę. Matka większość dnia była w pracy, w wychowywaniu wnuczki pomagała babcia.

Któregoś dnia dotarła do mnie wiadomość, że Ania popełniła samobójstwo. Powiesiła się we własnym domu. Tego dnia wcześniej wróciła ze szkoły, nikogo nie zastała. Znalazła ją mama po powrocie z pracy.

Z relacji bliskich wynika, że Ania już wcześniej miała próby samobójcze. Była pod stałym nadzorem psychologa. Tym razem, prawdopodobnie sytuacja ją przerosła. Zaszła w ciążę, w szkole koledzy się z niej śmieli, zaczęli dokuczać.

Sprawą tego samobójstwa szczegółowo przyglądała się policja. Chłopak Ani, jak wynika z nieoficjalnych informacji, był dealerem narkotyków. Prawdopodobnie zmuszał ją do brania, czasami zastraszał.

Zarówno Anię jak i jej rodzinę dosyć dobrze znałem i często widywałem na ulicy. Ania zawsze uśmiechnięta, uprzejma, mówiła dzień dobry. Jedynie w ciągu ostatnich paru tygodni zrobiła się taka, jakaś nerwowa i arogancka. Wtedy to zaczęła oficjalnie pokazywać się z tym chłopakiem. 

Jej samobójstwo było dla mnie ogromnym szokiem, przecież to jeszcze dziecko! Jak to możliwe, że społeczeństwo dopuszcza do sytuacji, w których już czternastolatki targają się na własne życie?


środa, 29 lipca 2020

15 marca 2010

ROMAN



Roman jest moim kolegą  z pracy. Ma 20 lat. Jest przystojnym ciemnowłosym chłopakiem. W każdą sobotę chodzi z na dyskoteki i wiejskie zabawy. Na imprezach często dochodzi do konfliktów między poszczególnymi grupami młodzieży. Wywiązują się wówczas bójki, których Roman nie unika.
-Ja się nie boję. Mimo iż nie jestem mocno zbudowany nie boję się bić. Jak trzeba, to trzeba! Nawet większego od siebie potrafię nalać. To czy wygram nie zależy od siły, ale od umiejętności i zaskoczenia. Jak widzę, że gościowi nie dam rady, to od razu walę z „dyńki, albo w jaja. Można i cymbał, ale tak, żeby się nogami nakrył – opowiada o swoich wyczynach.
Roman jest pewien tego, co mówi. Mimo wielu bitew nic poważnego mu się nie stało: nie stracił zębów, nie miał złamanej szczęki..., ale nie to jest największym problemem Romana.
Kiedy tylko zdał egzamin i zdobył upragnione prawo jazdy, uwielbia pędzić samochodem przez wieś, 150 km/h i kręcić piruety na skrzyżowaniach. Dwa lata temu miał wypadek, w którym zginął jego młodszy brat. Wracali w pięciu z basenu. Prowadził Roman, było ciemno, jesień. Nagle coś wyskoczyło zza zakrętu.
-Jakiś pajac ściął ten zakręt. Próbowałem go wyminąć i wpadłem w poślizg. To były sekundy. Samochód kilkakrotnie koziołkował. Wszyscy powypadali przez okna oprócz mnie. Mocno trzymałem się kierownicy. Połamałem sobie żebra. Koledzy byli tylko lekko podrapani i potłuczeni. Tylko brat..., siedział na tylnej kanapie a wypadł przez przednie, boczne okno. Miał uszkodzonych siedem narządów, w tym wątrobę i śledzionę.  Zmarł w karetce. – kiedy to mówi nie widać na jego twarzy wzruszenia, opowiada to jak film. Jego ojciec to zdarzenie przypłacił załamaniem nerwowym. 
Pół roku po tym tragicznym zdarzeniu Roman miał drugi wypadek. Tym razem na skuterze. Został potrącony przez samochód terenowy.
-Ale miałem szczęście - opowiada, - „jak walnąłem w drzewo, to mój kask rozleciał się na dwie części, a mnie nic!
Parę tygodni temu Roman miał trzeci wypadek. Tym razem też walnął w drzewo.
-Chciałem je skosić, ale się nie udało! – żartuje nie tracąc rezonu. 
Tym razem kolega stracił cztery zęby i miał na wylot przeciętą górną wargę. Przez tydzień jadł tylko serki waniliowe i jogurty. Kiedy spytałem go, czego nauczył się z tego i poprzednich wypadków odpowiedział:
-Trzeba zapinać pasy!

wtorek, 28 lipca 2020

14 marca 2010



Oto ja. 


Oto ja - poeta,
też człowiek.
Oto wiersz - bazgroły,
lecz moje.
Oto Świat - mrowisko bezładne
lecz w nim trwam
próbując zaśpiewać.
Mówisz - wiersz to bzdura,
lecz żyjesz,
lecz kochasz żyć,
więc śpiewasz także
i nie wiesz nic
i nie chcesz spać,
by być, by żyć, by trwać. 

poniedziałek, 27 lipca 2020

13 marca 2010

SPISAŁEM SWOJE MARZENIA.




Jakiś czas temu spisałem swoje marzenia dotyczące mojego życia. Tego, kim chciałbym być, co sobą reprezentować, jaki gdzie mieszkać. Napisałem, między innymi, że chciałbym, by moja przyszłość związana była z przyrodą, opisałem taką wizję: mieszkam w wielkim malowniczym ogrodzie, w którym rośnie mnóstwo różnych drew iglastych, liściastych i ozdobnych krzewów. Napisałem o malowniczych zakątkach, krętych alejkach i oczkach wodnych. Bardzo realistycznie oddałem ten obraz, który nosiłem głęboko w sobie i którego pragnąłem. Pisząc, mimowolnie, musiałem przenosić się świadomością do tej mojej wizji. Po pewnym czasie stała się ona tak realna, jakby była moją drugą rzeczywistością, do której mogłem w każdej chwili się przenieść.
Minęły jakieś dwa lata. Swoją wizję zarzuciłem uznając, że jest nierealna. Zapomniałem o niej całkowicie. Przypomniałem sobie dopiero w momencie zmiany pracy. Wtedy to po prostu doznałem szoku, takiego bardzo pozytywnego. Uświadomiłem sobie, że miejsce mojej pracy bardzo przypomina moją wizję. Niektóre fragmenty terenu, w których codziennie przebywam, wyglądają identycznie jak te z mojej wyobraźni, te spisane i do dziś trzymane w pamięci komputera.
Pracuję w dużej państwowej firmie jako ogrodnik. Pracę tą znalazłem zupełnie przypadkowo. Kiedy przerzucałem ogłoszenia nie miałem pojęcia, że wybiorę to, które przeniesie mnie w takie piękne miejsce.
Rzeczywiście: jest tutaj mnóstwo krętych alejek porośniętych bzem, jaśminem, forsycją, berberysem, wiciokrzewem i innymi przepięknymi krzewami. Nie brak tu uroczych zakątków z oczkami wodnymi i skalniakami. Tyle tylko, że w mojej wizji byłem właścicielem, tego wszystkiego, który przybywa tu, by odpocząć po ciężkim dniu pracy. W rzeczywistości ten teren jest moim miejscem pracy i spędzam tu, nie krótkie chwile, ale większość mojego dnia. I jestem zachwycony! Pracuję tutaj pół roku, a ciągle odkrywam coś nowego, coś, co mnie zaskakuje i olśniewa. Czy to cud? Pierwszy raz w moim życiu moja praca daje mi tak dużo zadowolenia i satysfakcji.

niedziela, 26 lipca 2020

12 marca 2010

MIAŁ 22 LATA.




Miał 22 lata. Ukończył technikum elektryczne. Po wojsku podjął pracę w firmie montującej reklamy świetlne, tak zwane neony. Zarabiał bardzo dobrze. Miał dziewczynę, taką skromną, z domu dziecka. Wkrótce zamierzał się ożenić. Jako że jego rodzice nie byli zamożni, nie chciał ich obciążać i sam pragnął zarobić na ślub i wesele.
W ostatnim okresie jego firma podjęła duże zlecenie: montaż reklam dla sieci znanych aptek. Jeździli po całej Polsce,  Mariusza często nie było w domu. Tego dnia montowali reklamy w stolicy. Przed wyjazdem do matki powiedział:
-Mamo, jeszcze tylko ten rok i rzucam to. Tylko uzbieram potrzebną kwotę. Później zajmę się czymś na miejscu.
Byłem w pracy, kiedy zadzwonił telefon.
-Adam nie żyje! Spadł z drabiny. Pęknięcie podstawy czaszki, - dzwoniła roztrzęsiona siostra. Docierały do mnie pojedyncze słowa, nawet nie potrafiłem ich zinterpretować. Tak, jakby mówiła o kimś zupełnie obcym, a przecież to mój siostrzeniec i chrześniak. Tak szybko i tak automatycznie się od tego zdystansowałem, że było to aż przerażające.
Rozdzwoniły się telefony. Z minuty na minutę docierało do mnie co raz więcej informacji. Jadą do Warszawy. Chcą być na miejscu. W miejscu pracy. Zobaczyć. Ogromne niedowierzanie. Jak to możliwe?!
Okazało się, że to nie upadek był przyczyną śmierci. To, co słyszę przez słuchawkę, w kolejnych rozmowach, gdzieś, na głębokich pokładach mojego jestestwa, paraliżuje mnie jeszcze bardziej.
Stał na drabinie aluminiowej opartej o rynnę dachu. Wszedł przykręcić neon i nagle popłynął prąd. Wysoki, bardzo wysoki! Poprzez rynnę, drabinę i jego ciało. Koledzy usłyszeli tylko przeraźliwe charczenie.
-Gorąco, pali!!! Boże, pali!!!
Próbował się wyrwać, ale prąd mocno zacisnął jego dłonie na metalowych  szczeblach. W ostatnim, desperackim odruchu całe ciało szarpnął do tyłu. Drabina poleciała wraz z nim przerywając śmiertelny uścisk. Upadając uderzył głową w chodnik.
W tym momencie cały świat jego rodziców się zawalił. Odchodząc zabrał ze sobą wszystko. Pozostał ogromny ból, niedowierzanie, kompletną bezsilność. Trudno to wszystko opisać…
Dopiero na pogrzebie dotarło do mnie co się właściwie stało. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widziałem, nie chcę widzieć i nie życzę takiego widoku komukolwiek.
Był, dosłownie ugotowany... na tyłkach miał wypalone dziury... ze stóp i dłoni pozostał tylko sam szkielet... Najbliższa rodzina opowiadała, że musieli mu włożyć foliowe rękawice, a później te białe, a materiału. Wszystko płynęło... Większość ciała była koloru czarno-fioletowego nienaturalnie opuchnięta…
Nie umiałem wyrazić tego, co czuję, nie umiałem powiedzieć im nic mądrego. Jedyne, co mogłem, to mocno przytulić jego matkę, ojca i rodzeństwo.
-Dlaczego, dlaczego, dlaczego...- czkała zrozpaczona kobieta, - dlaczego Bóg zabrał mi najbardziej kochane dziecko?! Gdzie jego miłosierdzie?! Gdzie jego serce?! Jak mam teraz w niego wierzyć?!
Stali mocno spleceni, trzęśli się i płakali. Oto rodzice po stracie najstarszego syna... Dziecko, z którym wiązali tak duże nadzieje, nagle, w tragiczny sposób odeszło. Dziecko, które miało być ich oparciem na starość zostawiło ich... i pozostawiło niewyobrażalną pustkę.
Zadziwiająco silni okazali się jego brat i siostra, którzy pomagali przy pogrzebie. Jakby zamknęli się w sobie. Jakby byli trochę nieobecni.

sobota, 25 lipca 2020

11 marca 2010


SENSEM ŻYCIA JEST ŻYĆ.




Sensem życia jest żyć. Wszystko, co widzę, od najprostszych bakterii, po złożone formy, zbudowane jest z komórek. Wszystko: rośliny, zwierzęta, aż do człowieka, przeniknięte jest ogromną wolą życia.

Drzewo, z którego obcinasz wszystkie gałęzie, odrośnie, bo chce żyć. Wilk, który wpadnie w potrzask, odgryzie sobie nogę i ucieknie, bo chce żyć. Człowiek robi wiele różnych, dziwnych rzeczy, ale większość z nich jest podyktowana jednym, świadomym, bądź nieświadomym, pragnieniem: „chcę żyć, chcę istnieć”.

Dostałeś życie po to, byś je przeżył, po to, byś przeszedł przez nie sam, samodzielnie. Dostałeś życie, byś mógł codziennie je po swojemu układać, byś mógł podejmować własne, niezależne decyzje. Dostałeś życie, byś mógł z niego czerpać, cieszyć się nim i budować. Plac budowy, potrzebne narzędzia i wszystkie materiały dostałeś już przy narodzinach. Żyć jest w twojej naturze, jesteś do tego doskonale przygotowany.
Sensem życia jest tworzenie głębokich relacji międzyludzkich: przyjaźni, miłości, wdzięczności itp. Sensem życia jest nieustanne dawanie siebie innym. Jesteś jednym z wielu płatków kwiatu o nazwie ludzkość. Twoja choroba oznacza chorobę całego kwiatu. Dbaj o siebie, nieustannie się rozwijaj, po to, by ten kwiat mógł kwitnąć. Pewnego dnia ten kwiat przemówi jednym głosem.


piątek, 24 lipca 2020

10 marca 2010

NASZE MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ.




Nasze marzenia się spełniają. Jest to proces, który zachodzi automatycznie. Problem w tym, że najczęściej spełniają się one nie w takiej formie, w jakiej się spodziewamy. Życie często prowadzi nas do realizacji naszych planów zupełnie innymi ścieżkami. To, czego pragniemy dostajemy pod trochę inną postacią, a kiedy to już się stanie krzywimy się z niesmakiem, że przecież to nie to. 
Zastanów się jednak nad jedną rzeczą: czy aby precyzyjnie określiłeś swój cel? Może jest tak, że  w głębi serca to właśnie o tym marzyłeś? Często zdarza się tak, że marzenia innych, ich pragnienia i wyobrażenia o nas samych, o naszym życiu bierzemy za swoje, a tak naprawdę sami chcemy czegoś innego.
Inni widzą cię jako polityka, przywódcę, wróżą ci rychłą karierę w tej dziedzinie, tak często i z przekonaniem o tym mówią, że w końcu zaczynasz w to wierzyć. Pod ich presją czujesz, że powinieneś tym kimś być, więc kiedy coś nie wychodzi, kiedy ponosisz porażkę za porażką, zaczynasz mieć wątpliwości co do twojej wartości. No, bo przecież ci nie wychodzi! Starasz się jak potrafisz, a tu nic!
Pomyśl, może twoim przeznaczeniem wcale nie jest polityka, a na przykład misja nauczania, czy cokolwiek innego.
Każdy dostaje to, czego pragnie. Problem w tym, że zupełnie nie dbamy o swoje pragnienia. Z jednej strony mówię „chcę”, a z drugiej „nie potrafię” i „to się nie uda”. Co może z tego wyjść?
A jak myślisz? Zapewne coś pośredniego, coś nijakiego, coś, co będzie tylko drażniło, coś, co przyniesie ci rozczarowanie.
Nasze pragnienia i marzenia można porównać do ogródka. W każdym ogródku rosną piękne kwiaty, jak i paskudne chwasty. Problem w tym, że kwiaty nie urosną same, nie dadzą sobie rady bez naszej pomocy. Trzeba je podlewać i nawozić. Chwasty natomiast rosną same, panoszą się wszędzie, trudno je usunąć, psują cały wizerunek, zabierają wodę, pokarm i światło twoim kwiatom. By kwietnik mógł być kwietnikiem, musimy systematycznie usuwać chwasty.
Twoje życie jest dokładnym odbiciem twojej osoby. Twoja osoba, to wszystko, co składa się na to, kim jesteś. Jeśli w głębi serca jesteś wystraszonym dzieckiem, twój świat będzie najeżony niebezpieczeństwami, a inni będą cię krzywdzić. Jeżeli, gdzieś na którymś poziomie swojej świadomości uważasz, że życie to wojna, brutalna bijatyka wiedz, że za którymś razem „dostaniesz w pysk”, albo „nożem w plecy”.
Tworzysz swoje wnioski i prawdy na podstawie tego, co cię spotyka, miej świadomość, że to działa także w drugą stronę. Problemy, w które wierzysz, prawdy, które pielęgnujesz budzą do życia określone zdarzenia. Twój głęboki, podświadomy lęk budzi prawdziwe zagrożenie. Twoja irytacja i złość stawia na twojej drodze ludzi, którzy są aroganccy i agresywni. Twoje zwątpienie, jeśli w nie głęboko wierzysz obudzi zdarzenia, które będą je potwierdzać. Jeśli zaczniesz uciekać, pojawią się goniące cię potwory. Czasami jedno zdanie, wypowiedziane z głębokim przekonaniem, może zmienić to, co ci się przydarza.
Pamiętaj, życie pragnie abyś się spełnił jak najobficiej w dziedzinie, do której najlepiej jesteś przygotowany, w sposób, który cię nauczy tego, czego potrzebujesz i który da ci maksimum satysfakcji. Tyle tylko, że ty, zwykle, nie chcesz zaufać życiu, nie chcesz zaufać swojej wewnętrznej mądrości, nie chcesz oddać się we władanie twojej wielkiej wewnętrznej mocy. Mówisz, że sam wiesz lepiej a idziesz tam gdzie idzie stado. Wierzysz w to, w co wierzy stado. Tymczasem twoje marzenia usychają. Jeszcze przez jakiś czas coś w tobie krzyczy, coś rozdziera ci serce, jakiś wewnętrzny, nieopisany ból, nie potrafisz go nazwać, chcesz, by znikł, a kiedy znika, czujesz, że jesteś wypalonym wrakiem, skorupą, w której nie ma już nic. Tak właśnie współczesny świat, świat, który, z drugiej strony, daje tyle możliwości, tak właśnie ten świat łamie ludzi.
Ile razy słyszałeś słowa: „przestań bujać w obłokach, zejdź na ziemię”?
Jeżeli nie umiesz równo trzymać miotły, nie znaczy to, że jesteś do niczego. Przecież to śmieszne. Może nie jesteś stworzony do zamiatania? Może jesteś poetą? Pomyśl, ile stracisz próbując na siłę być dobrym zamiataczem. Może w tym czasie stworzyłbyś dzieło, które zainspirowałoby wielu ludzi?

czwartek, 23 lipca 2020

9 marca 2010


ŚWIĘTA




Święta. Okropna bieganina. Tyle sprzątania. Cały dom trzeba „przewrócić do góry nogami”. No i gotowanie, zakupy, by stół był bogaty i nikomu niczego nie brakowało. Choinka, no oczywiście, jakżeby inaczej?! Przecież to dla dzieci. Cały nastrój. Te świecidełka, migające lampki. No i prezenty, najważniejsze! Bez prezentów nie może przecież się obejść. MP-czwórka, cyfrówka, komputer, czy rolki.., trudny wybór. Cała rodzina się zjedzie. Na stole, oczywiście, coś mocniejszego! No bo jak to? Jeszcze by się obrazili. W telewizji obejrzy się jakiś dobry film, gdzieś między programami „przeleci” kolęda. Do kościoła? Pasterka? A, kto chodzi na pasterkę? Wszyscy są przecież już, co nieco, pomęczeni.  No, może niektórym udaje się zebrać i poczłapać. Zioną tacy później kapustą i grzybkami ze słoiczka, no i tym pół litra, które wcześniej wypili. Prześpi się taki zmęczony człowiek, gdzieś z tyłu na ławce. Jak ksiądz tak nudzi, to oczy same się zamykają. No, denerwujące jest to, że czyjeś bachory odpaliły petardę prawie w drzwiach świątyni. Co poniektórych wyrwało z przyjemnych sennych marzeń.
Te święta! Kupa leżenia, obżarstwa i pijaństwa. No, co! Przecież nam wolno! Nie! Cały rok człowiek haruje to sobie teraz może pozwolić. Co poniektórzy jeszcze zdążą zrobić jakąś awanturkę, inni zarzygać podwórko. Albo jeszcze lepiej: zwalić się jak prosię pod stół, tak że do wyra trzeba ich jak worki z kartoflami zaciągać. Bóg?! Jaki Bóg? A, coś tam się narodziło... w jakiejś szopie. Fajny obrazek, taki jak z tej pocztówki, cośmy ją cioci wysyłali. Polewaj, szwagier, polewaj!
Czy ta opowieść ci coś mówi? Może z czymś ci się kojarzy? Zastanów się. 


środa, 22 lipca 2020

8 marca 2010

CO WIEM O ŻYCIU?




Co wiem o życiu? Jakie są pewniki w tym świecie? 
  • Pierwszy: urodziłem się.
  • Drugi: kiedyś umrę.
Tych prawd nie da się podważyć. Kontynuując tę myśl, mogę powiedzieć: Urodziłem się, więc pojawiłem się na tym świecie, przyszedłem. Umrę, więc odejdę. Więc moje życie jest niczym innym, jak wędrówką. Ta prawda zawarta jest w samym życiu. Jest to prawda, o której tak często zapominamy. Jeżeli moje życie, moje istnienie jest wędrówką, to zarówno mój początek, jak i koniec leży poza nim, poza światem, który zam. Czyli mojego istnienia nie mogę ograniczyć tylko do tego świata. Czyli moje istnienie, moje „ja” to coś więcej, niż moja cielesna powłoka. 
Rodzi się pytanie: Kim jestem? Kim, naprawdę jestem? I dalej: Skąd przybyłem? Dokąd zmierzam? Jaki jest sens i cel mojego pobytu tutaj, na Ziemi.
Patrząc z perspektywy tylko ziemskiej, i rozpatrując moje istnienie tylko w tych kategoriach, w żaden sposób nie mogę doszukać się w tym sensu. Uważam, że żadna inteligentna istota, w tym kategoriach, tego sensu doszukać się nie może. Nie można znaleźć sensu życia w ogóle nie wychodząc poza jego ramy.
Człowiek w zetknięciu się z tą prawdą zachowuje się w dwojaki sposób:
  1. akceptuje ją, rodzi się w nim niepokój, poszukuje odpowiedzi, w konsekwencji tworzy religię,
  2. nie akceptuje, unika jej, ogranicza swoje myślenie, popada w letarg, duchowe odrętwienie.
Niezaprzeczalnym faktem jest to, iż niezależnie czy w to wierzymy, czy też nie, wszyscy podlegamy tym samy prawom. Zapytajmy jednak, co czuje człowiek pogrążony w letargu i gonitwie życia?
Po prostu boi się spojrzeć poza tą tratwę, na której płynie, by nie ujrzeć tam odmętów ciemności i niewiedzy. Więc panicznie trzyma się on tego życia, tak jakby było ono wszystkim co ma.
Niestety, prawda jest taka, iż niezależnie od tego, jak mocno będzie się trzymał, nie jest w stanie zatrzymać swojego życia przy sobie. To, co tak bardzo kocha, w czym tak mocno jest zatracony, będzie musiał oddać, rozliczyć się. Każdy z nas, niezależnie od tego, kim jest, będzie musiał kiedyś to wszystko zostawić i pójść dalej. To jest to, czego się tak bardzo boimy. Im  większy lęk, tym większe cierpienie z powodu tej straty.
Życie nie jest kryształowym wazonem, który wystarczy postawić na regale. Życie jest narzędziem, które dostajemy na chwilę, by przy jego pomocy czegoś dokonać. Życie dostajemy po to, by dokonała się w nas przemiana. Dzięki życiu mamy coś zrozumieć.

wtorek, 21 lipca 2020

7 marca 2010

KAŻDY Z NAS JEST ŻOŁNIERZEM



Każdy z nas jest żołnierzem. Każdy z nas walczy o inną sprawę. Życie bez marzeń nie jest nic warte. Życie bez idei wyprzedzającej dany czas i daną rzeczywistość, jest tylko pustą egzystencją, marną walką o przetrwanie. Życie bez marzeń, jest jak beznadziejna karuzela kręcąca się w kółko, gdzie każdy kolejny dzień jest podobny do poprzedniego.
To marzenia, idee, które rodzą się w naszych głowach nadają mu wartość, sens i kierunek. Każdy człowiek jest wspaniałym kwiatem zasadzonym na tej ziemi przez Boga, aby wrastał, rozwijał się i kwitł i umierał na jego chwałę. Każdy z ans został obdarzony mocą, którą ma uwolnić, by popłynęła do góry i połączyła się z innymi tworząc chóralną pieśń ludzkości. Każdemu z ans zostało przydzielone malutkie zadanie, by zmienić nie tylko siebie, ale i ludzi, z którymi przyszło mu obcować.
Bóg postawił nas przed zagadką życia, przed zagadką świata, bo wierzył, że potrafimy ją rozwiązać. Rozwiązaniem tej zagadki jest poznanie jego woli i chwały. Nagrodą jest współudział w tworzeniu wielkiego dzieła miłości, jakim jest nasz świat. Nasza siła leży w naszych sercach, wszelka wiedza w naszym duchu. Zostaliśmy stworzeni nie po to, by wieść życie pokonanych, ale po to, by zwyciężać. Mamy zadanie do spełnienia, nasza walka rozgrywa się w nas samych. Nie dajmy się zwieść zwątpieniu, bo naszym przeznaczeniem jest wejść do królestwa chwały. Duch ludzkości jest potężny. Stoimy na progu wielkich przemian, przeobrażeń naszego otoczenia i nas samych. Większych niż możemy sobie wyobrazić. Oto otwierają się nam oczy. Świat, który widzimy może być inny, uwierzmy.

poniedziałek, 20 lipca 2020

6 marca 2010


WSZYSTKO, CO WIDZIMY JEST SYMBOLEM.



Wszystko, co widzimy, co się dzieje w naszym świecie, dobrego i złego, wszystko jest symbolem. Każda rzecz zjawisko, czy relacja międzyludzka, którą postrzegamy, która dociera do naszej świadomości, jest symboliczna, odzwierciedla pewne potrzeby i cechy w nas samych. Wszystko, co jesteśmy w stanie odebrać naszymi zmysłami, świadomie, bądź nieświadomie, wpływa na nasz stan ciała,  umysłu, a tym samym i ducha. Wszystko to zmienia nas, kształtuje, wydawałoby się w zupełnie chaotyczny sposób, ale kiedy się lepiej przyjrzymy dostrzeżemy pewną logikę. Wszystko, co się dzieje w naszym życiu nie jest przypadkowe. Przypadek stworzyliśmy sami, na swój użytek. W każdym wydarzeniu, którego doświadczamy tkwi reguła, bądź zbiór reguł rządzących tą grą, w której wszyscy bierzemy udział. Wydarzenia zmuszają nas do zadawania pytań, a tym samym szukania odpowiedzi. Wydarzenia popychają nas w pewnym, określonym kierunku, ku lekcji, którą mamy przejść. Wszystkie rzeczy, przedmioty, zjawiska służą tylko jednemu celowi: pomagają nam zrozumieć i zgłębić nas samych, naszą naturę i to, kim jesteśmy.
Wszyscy jesteśmy spowici, otumanieni pewnego rodzaju snem, letargiem życiowym. Ta nasza, jak ją nazywamy, „twarda rzeczywistość” to nic innego, jak wszechogarniająca, wszechpotężna gra. Reguły życia, to reguły tej gry. Wszyscy gramy. Tę grę, jedni traktują bardziej poważnie, inni mniej. Jedni zwijają się jak w ukropie, by gromadzić to, co i tak kiedyś stracą. Inni prawie całkowicie przestali się interesować tym udziałem, chociaż tak naprawdę wciąż grają. Jeszcze inni starają się zrozumieć samą grę. Zastanawiają się nad tym, kto ją stworzył i w jakim celu. Mimo to, wszyscy, bez wyjątku, gramy, czyli uczymy się. Tyle że dla każdego program jest inny.
Sukces i porażka to symbole. Sukces oznacza, że odkryliśmy reguły i gramy według nich, co daje nam poczucie zadowolenia i szczęścia. Porażka, natomiast, odzwierciedla uporczywe i notoryczne łamanie reguł i niechęć do ich przyswojenia.
Sukces oznacza przełamanie lęku, ograniczeń, zwątpienia i niepewności. Sukces oznacza świadome, bądź nieświadome zrozumienie dla prawd rządzących Wszechświatem. Prawdziwy sukces, który daje nam szczęście, oznacza wolność i przebudzenie. Życie przepełnione sukcesem, to życie, które całym swoim istnieniem emanuje uwielbieniem dla wszystkiego, co jest, dla naszego stwórcy i dla siebie samego. Człowiek sukcesu, to człowiek, który tę prawdę odzwierciedla i buduje tworząc w tej rzeczywistości. Można to robić na różne sposoby, każdy z nas ma swój własny, niepowtarzalny. Każdy z nas ma swój indywidualny talent, którym może się posłużyć, aby oddać hołd istnieniu. Tak więc sukces nie odzwierciedla ilości posiadanych pieniędzy, czy dóbr materialnych, chociaż im nie zaprzecza. Nie może ich odzwierciedlać, bo sukcesem jesteśmy my sami, świadomi tego faktu. Wszystko inne, co zgromadziliśmy jest tylko jego emanacją.

niedziela, 19 lipca 2020

5 marca 2010


Poeta.


Trzepie się motyl klatce,
puka do drzwi pobudką.
Porannym ptakiem
kwiat się rodzi, drży. 
Pada słowem
do stóp płasko poeta.
Zebrać to szczęście
w dwie garście i połknąć, 
tak marzy. 

sobota, 18 lipca 2020

4 marca 2010

CZEMU MA SŁUŻYĆ MOJE ŻYCIE?

Każdy człowiek powinien zastanowić się nad zasadniczym zagadnieniem: „Czemu ma służyć moje życie. Nie jego wycinek, ale jego całość.  Jaki charakter chcę mu nadać? Co chcę sobą reprezentować? Czemu chcę się poświęcić?”. Następnie powinien przyjąć pewne wartości wypływające z podjętej decyzji i konsekwentnie się ich trzymać. Jest to droga prowadząca do trwałego szczęścia i zadowolenia.
Nasza cywilizacja przypomina dobrze zorganizowane mrowisko. Większość ludzi wykonuje przydzieloną im funkcję bez zadawania jakichkolwiek pytań. Jest to działanie mechaniczne. Ilu jest obywateli, którzy ośmielają się podać w wątpliwość system, w którym żyją? Obecnie w większości krajów cywilizowanych panuje przekonanie, że jeżeli coś jest powszechnie uznawane, to znaczy, że jest prawdziwe. W ten sposób unika się dyskusji o sensowności systemu, uznając go za coś zupełnie naturalnego, a przecież system stworzyły omylne jednostki. Ten system mógł się bardzo dobrze sprawdzać kilkadziesiąt lat temu, ale czy koniecznie musi się on sprawdzać obecnie? Czy ludzkość nie dojrzała już do stworzenia czegoś lepszego?
Większość obywateli pracuje dla mrowiska usprawniając jego działanie, podnosząc ogólny poziom życia. Czy oznacza to, że tym samym, zwiększają oni poziom szczęśliwości i spełnienia każdej jednostki z osobna? Wydaje się, że czasami jest zupełnie odwrotnie. System coraz bardziej się komplikuje, jest coraz mniej przejrzysty i zrozumiały, jego podstawy są coraz bardziej kruche. Człowiek jako istota zwierzęca, wywodząca się ze środowiska naturalnego, stopniowo zostaje od niego  co zraz bardziej oderwany: fizycznie, psychicznie i duchowo. Wciśnięty w ciasny garnitur współistnienia, czuje się coraz bardziej odizolowany, wyobcowany. Dodatkowo wszelkie dobra i rozrywki oferowane przez cywilizację bardzo skutecznie zamazują prawdziwy obraz sensu istnienia.
Pracujemy, bawimy się, rozmnażamy nie zadając zbędnych pytań. W ten sposób pozbawiamy się możliwości wyboru, stajemy się bezwolnymi robotami i na dodatek obrażamy się, gdy ktoś używa takich porównań. Żyjemy w permanentnym złudzeniu, które nazywamy rzeczywistością XXI wieku. Wszyscy jednak podświadomie podejrzewamy, że jest inaczej. Jednak to „inaczej” jawi się nam jako kompletna pustka, jest czymś przerażającym.  Nie bójmy się używać naszej wyobraźni, słuchać wewnętrznego głosu, zadawać niewygodnych pytań, może wtedy wyłoni się naszym oczom kompletnie inny obraz Świata.

piątek, 17 lipca 2020

3 marca 2010


Byłoby prościej.


Oto dziś
zamknęła się
krawędź równania.
Otwartych oczu dzień
jest cały rozpięty. 
Skoro ma być
jak jedwab cienki
byłoby prościej objąć
złączyć sobą nicość,
poczuć sens oddechu na kwiatach,
niż płakać,
płakać i wyć jak wiatr posępny. 

czwartek, 16 lipca 2020

2 marca 2010

INNI NA TEN TEMAT

Joanna Maria Berent - “Uważność – życie własnym życiem” - magazyn psychologiczny SENS nr 6/1

„Zwykle przebiegamy obok chwili, by dotrzeć do innych chwil, przechodzimy przez tydzień wypatrując weekendu, prześlizgujemy się przez rok myśląc o wakacjach – mówi Jon Kabat-Zinn. – A przecież obecna chwila jest jedyną, w jakiej żyjemy, zawiera w sobie przeszłość i przyszłość. Przewidywanie, zamartwianie się to bieg w przyszłość, rozpamiętywanie minionych zdarzeń to cofanie się w przeszłości. Uważność to reflektor skierowany na tu i teraz, bycie świadomym chwili obecnej. Kiedy jesteśmy uważni, nie osądzamy, nie walczymy, nie opieramy się zdarzeniom, uczuciom, stanom wewnętrznym. Akceptujemy wszystko takim, jakie jest.
Rozpoczynając praktykę uważności, przeżywamy szok, bo zwykle okazuje się, że nasze umysły żyją własnym życiem, poza bieżącą chwilą. Żeby zatrzymać męczącą gonitwę myśli, sięgamy czasem po używki. Spójrzmy jak działają papierosy – tłumaczy profesor Kabat-Zinn. – Bierzemy głęboki wdech, zaciągając się, po nim następuje przyjemny wydech, chwila spokoju. A przecież każda nasza chwila może być wypełniona spokojem – nie potrzebujemy niczego z zewnątrz, by regulować stany naszego ciała czy umysłu. Możemy zaprzyjaźnić się z trudnymi rzeczami, które wydarzają się w naszym życiu. To energia, z którą można pracować.”

środa, 15 lipca 2020

1 marca 2010

Gdzie jesteś?


Bezdomna dusza
ustawia namioty
na drodze do wieczności.
Powiedz gdzie jesteś?
Obcymi ścieżkami drepczesz
przechodniu - turysto.
Chcesz znaleźć firmament wiary?
Zostań, 
bez słów odpowiedz
ciszą swej duszy i myśli
Gdzie jesteś?

wtorek, 14 lipca 2020

27 lutego 2010

WSZYSTKO, CO ŻYJE JEST MIŁOŚCIĄ.

Wszystko, co żyje jest miłością. Żadna rzecz nie istnieje dla samej siebie. Wszystko, co jest, współistnieje ze wszystkim innym. Jeżeli powstało znaczy to, że było komuś lub czemuś potrzebne. Wszystko, co widzisz istnieje dla ciebie. Wszystko, co spotykasz na swojej drodze, potrzebne jest do twojego wzrastania, do twojego poznawania miłości, życia i Stwórcy. Jesteś osadzony tu, bo właśnie tu masz się czegoś nauczyć. Zostałeś stworzony dlatego, że twoje istnienie ma głęboki sens. Twój Bóg nie marnotrawi energii. Najtrudniej jest zrozumieć rzeczy najprostsze. Rzeczy najprostsze są, zwykle, właściwe. Odczuwasz miłość dlatego, że chcesz, dlatego, że życie jest miłością. Miłość prowadzi do wolności wolność jest przebudzeniem.
Pozwalaj wzrastać miłości w sobie. Troszcz się o nią i dbaj, a kiedy będzie jej na tyle dużo, by można było ją dawać, po prostu to rób.

poniedziałek, 13 lipca 2020

26 lutego 2010

Całość.


Łkam łzami życia,
bezdomny padam na kolana
przed ołtarzem sumienia.
Niewierny proszę o pomoc to, 
co jest wszystkim - Całość. 
Chcę zrozumieć
sens istnienia
pojąć bezmiar stworzenia.
Chcę stać się
pielgrzymem widzącym, 
otwartym sercem
ogarnąć życie.
Chcę mieć to,
co jest wszystkim - Całość.