Idę sam.
Idę sam
cichy, niemy
jak szept.
Stoję pusty
z bezimiennym sercem
w nieobecny czas.
W szumie traw
słyszę rytm,
daleki krzyk.
Kroczę
przez ocean trwania,
przez pustkę życia,
bezsens istnienia.
W plątaninie prawd
jestem sam
samotny jak kamień,
martwy jak zepsuty zegar,
który zgubił czas.
Umarłem, choć żyję.
Nie ma mnie,
choć zniknąć nie mogę.
Kim jestem?
Pytam.
Cisza odpowiada.
Kim jestem?!
Wołam w pustkę,
a słowa w niej toną.
Napisałem w maju 2003 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz