Nie pozostawił żadnego listu.
Był po czterdziestce, miał żonę i dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym: chłopca i dziewczynkę. Uczył w miejscowej szkole. Jego żona była pielęgniarką. Wydawałoby się, że są szczęśliwą rodziną.
Któregoś dnia nie wrócił do domu na noc. Nie było go też parę kolejnych dni. W końcu policja rozpoczęła poszukiwania. Dosyć szybko znaleźli jego samochód. Był zaparkowany u jednego z gospodarzy nieopodal dużego rozlewiska rzecznego. Piotr często jeździł tam na ryby. Samochód zawsze zostawiał u tych samych ludzi. Brał łódkę i wypływał na jezioro. Jak ustaliła policja, i tym razem było podobnie. Była jednak niewielka różnica: nie wziął ze sobą sprzętu wędkarskiego. Po prostu wyszedł w środku prowadzonej przez siebie lekcji, wsiadł do samochodu i pojechał nad wodę. Jak gdyby nigdy nic auto pozostawił na podwórku i wsiadł do łodzi. Zginął w wyniku utonięcia. Śledczy ustalili, że było to samobójstwo. Nie pozostawił żadnego listu.
Dla całej rodziny było to ogromnym szokiem. Nic nie zapowiadało, że taki zrównoważony i spokojny człowiek zdobędzie się na taki czyn. Tym bardziej że miał trójkę małych dzieci. Nie miał żadnych problemów finansowych ani osobistych. Przynajmniej takich, o których ktokolwiek cokolwiek by wiedział. Jego życie rodzinne wydawało się udane i nagle, pewnego dnia wyszedł i się utopił. Jak to możliwe?!
Opisana historia jest prawdziwa. Piotr należał do mojej bliskiej rodziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz