poniedziałek, 31 sierpnia 2020

30 kwietnia 2010

WYDAJE CI SIĘ, ŻE JESTEŚ WOLNY.


Wydaje ci się, że jesteś wolny, że współczesna cywilizacja oferuje ci więcej wolności, niż jakakolwiek inna. To nieprawda. Twoja wolność to złudzenie, a ty chodzisz jak pies podwórkowy na łańcuchu tworu zwanego społeczeństwem.

Zabierają ci twoje pieniądze na utrzymanie rozdętych, skostniałych struktur, które niby mają reprezentować nas wszystkich i w razie potrzeby pomagać wszystkim. Wiesz jak ta pomoc wygląda. Zabierają ci twoje pieniądze wielokrotnie: pod postacią podatków bezpośrednich i tych wliczonych w cenę towaru, zabierają ci pieniądze przy odbiorze przeróżnych dokumentów, od darowizny, od twoich oszczędności, od wszystkiego... Są nawet podatki od powietrza. Rozejrzyj się i policz, tylko dokładnie, a obraz, jaki zobaczysz przerazi cię.

Wydaje ci się, że jesteś wolny, że możesz pójść gdzie ci się podoba? Niestety, każdy skrawek ziemi, po której stąpasz już do kogoś należy. Nie możesz przenieść się w dowolne miejsce i tam żyć. Jest co raz mniej miejsc, gdzie możesz pójść. Całe osiedla grodzą się wysokimi płotami, zostawiając tylko wąskie uliczki. Wchodząc tam narażasz się na spore nieprzyjemności. Możesz zajmować tylko niewielki kawałek chodnika i to wspólnie z innymi.

Wydaje ci się, że jesteś anonimowy? Państwo dokładnie wie gdzie mieszkasz, czym się zajmujesz, jaki jest twój stan zdrowia, preferencje polityczne, czy zainteresowania. W ostatnim czasie powstaje co raz więcej baz danych właśnie z takimi informacjami. Istnieje silna presja, by te dane połączyć w jeden system, system moloch. Ten, kto będzie miał do niego dostęp będzie wiedział wszystko o tobie i o twojej rodzinie. Dodajmy do tego korzystanie z kart kredytowych, telefonów komórkowych, a nawet Internetu. Wszędzie pozostawiasz po sobie ślad.

Masz żyć tak, jak żyje większość, zachowywać się tak, jak zachowuje się większość. Dla współczesnej cywilizacji jesteś tylko małym trybikiem, jednostką wpasowaną w konkretne miejsce i pracującą po to, by utrzymać w całości ten ogromny system. Czy zastanawiałeś się, dlaczego codziennie wcześnie rano tworzą się tak ogromne korki? Ludzie spieszą do pracy. Tysiące ludzi stoi w kilometrowych kolejkach, albo jedzie na jednej nodze upchnięte w przepełnionych autobusach. Wszystko po to, by przez następne osiem godzin wykonywać tą samą co wczoraj, mało interesującą pracę. Po piętnastej rzeka mrówek rozchodzi się do swoich domów. Wszystko to wygląda jak masa zaprogramowanych robotów. To samo co wczoraj: obiad, telewizor, piwo.

Twoja wolność ogranicza się do wypalonego papierosa, do wypitego piwa z kolegami, do weekendów za miastem i wakacji, jeśli masz jeszcze na nie pieniądze.

Pracujesz, bo musisz spłacić kredyt, utrzymać rodzinę. Nie mówisz tego, co myślisz, bo nie chcesz podpaść szefowi, księdzu, czy urzędnikowi. Większość ludzi nie wie nawet, czego tak naprawdę chce od życia. Dziś, by móc pozwolić sobie na marzenia, na ich realizację, trzeba być odważnym człowiekiem.


niedziela, 30 sierpnia 2020

23 kwietnia 2010

ZACHOROWAŁEM


Dzień pierwszy. 40,2°C. Wymioty, nudności, ból brzucha, dreszcze, właściwie przeraźliwe zimno, jeszcze nigdy nie było mi tak zimno, mam wrażenie, że za chwalę umrę, bóle mięśni i stawów, zaburzenia orientacji. Wiozą mnie na pogotowie ratunkowe. Nie mogę o własnych siłach usiąść na kozetce. Diagnoza: żołądkowa infekcja wirusowa. Dostaję zastrzyk rozkurczowo-przeciwbólowy i receptę na leki. Wracamy do domu. Z głową pod kołdrą, nakryty kocem nie mogę opanować dygotania ciała. Czuję się tak, jakby ktoś zamknął mnie w basenie z lodowatą wodą. Nie miałem pojęcia, że można doświadczać takich cierpień odczuwając zimno. W nocy zlewam się zimnym potem, głowę mam jak bania, czuję się jakbym był na ogromnym kacu, zasypiam i budzę się co pół godziny. Dostaję biegunki, moje jelita zaczynają żyć swoim własnym życiem. Marzę tylko o jednym: żeby poczuć się, choć odrobinę lepiej.

Dzień drugi. Rano 38,6°C, jest na tyle dobrze, że mogę stanąć na własnych nogach, mam wizytę u lekarza i muszę zawieść zwolnienie do pracy. Nic nie jem, tylko piję. Małymi porcjami, ale często. Po wizycie u lekarza 39,8°C. To był duży wysiłek. Włażę do łóżka i zasypiam, 38,9°C;
Dzień trzeci. Jest lepiej 37,9°C. Niefortunne śniadanko: mam ogromną ochotę na kawałek cienkiej kiełbasy (jeden kęs) i surowe jajko no i mam 39,5°C z niewielkimi wahaniami utrzymuje się do końca dnia;

Dzień czwarty. Powolne dochodzenie do siebie: 38,2°C. Kleik z kaszy manny i leki. 37,5°C i już nie rośnie; po południu 36,9°C;

Dzień piąty temperatura normalna. Jem normalnie, tle, że mniej. Czuję się dobrze.
Cały czas czuwała nade mną moja rodzina, moja żona i teściowie. To dzięki nim tak szybko doszedłem do siebie. To im chcę podziękować. To doświadczenie było dla mnie wielką lekcją. Pokazało mi jak łatwo można stracić to, na co tak bardzo nie zwraca się uwagi – zdrowie. Człowiek jest jak to jajko, wystarczy stuknąć a rozpada się.


sobota, 29 sierpnia 2020

22 kwietnia 2010

JADĘ SAMOCHODEM.


Jadę samochodem, przytłoczony własnymi myślami i problemami. Jestem zmęczony, zdenerwowany, wypełnia mnie nieokreślony, podświadomy lęk. Mam wrażenie, jakby całe moje życie nie było nic warte, bez sensu. Czuję się przytłoczony, wszystko mnie denerwuje.

Nagle przypominam sobie pewne ćwiczenie. Wypowiadam na głos słowa: „Przeszłość nie istnieje. Przyszłość nie istnieje. Nie ma mnie w mojej przeszłości. Nie ma mnie w mojej przyszłości. Istnieje tylko ta chwila, ten moment, ta sekunda. Tylko teraz żyję, tylko teraz odczuwam, tylko teraz doświadczam.”

W tym momencie zaczyna dziać się coś dziwnego. W ciągu paru minut przygnębienie znika. Rozluźniam się i odprężam. Odczuwam przyjemny skopuj. Czuję miękkość fotela pod moimi plecami. Odczuwam przyjemne przeciążenia na zakrętach, czuję zapach powietrza wpadającego przez nawiew. Dziwny zapach pieczonych ziemniaków.

Mówię dalej: „Przybyłem, by kochać. Przybyłem, by doświadczać. Przybyłem, by widzieć piękno, które mnie otacza. Nie ma nic, prócz tego miejsca. Nie ma nic, prócz tej chwili.”

W tym momencie wszystkie światła ulicy, latarnie, plakaty, reflektory aut, światła w oknach i na podwórkach – wszystko to rozbłysło podwójną siłą. Nagle otoczyła mnie feeria barw, od pomarańczowej, poprzez czerwoną, zieloną, blado-błękitną, aż do różowego. Jednocześnie zacząłem odczuwać stan euforii. Śmieję się do siebie jak głupi, z moich oczu płyną łzy. Muszę się zatrzymać. Dobrze, że jadę sam, inni mogliby pomyśleć, że coś brałem, albo mi odbiło. Tymczasem myślę jaśniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Moje doznania są w dwójnasób intensywne. To, czego doświadczam w tej chwili to coś w rodzaju olśnienia, oślepienia samym tylko życiem.

Stoję pod drzewem, jest mokre. Jego konary i gałęzie lśnią w pomarańczowym świetle latarni. Z jego gałązek zwisają girlandy kropel. Niemalże czuję każdą rzecz, którą widzę.

Nagle odzywa się we mnie głos, zbudowany z moich myśli, ale wiem, że nie mój. Ja sam nie wymyśliłbym tego wszystkiego. Niemal namacalnie słyszę jego niski ton przeniknięty spokojem:

„Nie musisz cierpieć, nie musisz cierpieć ponad miarę. Nie musisz cierpieć ponad to, co jest konieczne. Jeżeli uznasz, że nie chcesz tego cierpienia, nie musisz go odczuwać. Jeżeli uznasz, że twoje cierpienie przynosi więcej szkody niż pożytku, w każdej chwili możesz je przerwać. Jeżeli uznasz, że to, co czujesz niczego cię nie uczy, możesz to wymazać. To, co się dzieje na zewnątrz ciebie, może cię dotknąć tylko wtedy, jeżeli na to pozwolisz. 

To ty tworzysz swoje uczucia i w każdej chwili możesz je zmienić. To nie ludzie cię ranią, a ty sam. To nie sytuacje są dla ciebie przykre, a ty sam. Ty sam decydujesz co sprawi ci przykrość. Ty sam decydujesz, jak wielką przykrość ci sprawi. Popatrz teraz na świat moimi oczami i usłysz moimi uszami, poczuj go tak, jak ja go czuję. Zawsze możesz do tego wrócić. W każdej chwili jestem dla ciebie dostępny. Słuchaj mnie, a nie zbłądzisz.”


piątek, 28 sierpnia 2020

18 kwietnia 2010

UCZESTNICZYMY W ZBIOROWEJ HISTERII.


Uczestniczymy w zbiorowej histerii, czymś w rodzaju halucynacji. Przypomina to trochę grę teatralną, dziwną grę, odbita w krzywym zwierciadle, karykaturalną i groteskową. Przy czym wszyscy udajemy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ę tak właśnie powinno być. Mimo iż mamy oczy zachowujemy się tak, jak byśmy ich nie mieli. Mimo iż mamy uszy, pozostajemy głusi. Mimo iż rozumiemy to, co się z nami dzieje, a raczej mamy świadomość tego, że nic nie wiemy, zachowujemy się jak banda głupców, błaznów. Uparcie, skrupulatnie zaprzeczamy prawdzie naszego istnienia, prostej prawdzie. Tworzymy szereg zasad, praw, sposobów postępowania niemających nic wspólnego z sensem naszego istnienia. Zachowujemy się jak zgraja dzikich zwierząt zamkniętych w ciasnej klatce. Jesteśmy gotowi pozagryzać się nawzajem, byleby tylko dowieść kto jest w tej klatce najważniejszy. Wspinamy się jedni po drugich, po ramionach, po karkach, byle wyżej, ale i tak nie wyjdziemy z tej klatki. Cokolwiek byśmy, w ten czy w inny sposób, nie robili, nie da nam to wolności, nie da nam prawdziwego szczęścia. Tego szczęścia, które może płynąć, jedynie z poczucia spełnienia, jedynie ze świadomości sensu swojego istnienia. Obraliśmy błędny kierunek, kierunek, który już na samym początku skazany jest na porażkę. Stworzyliśmy tak wiele małych, zastępczych pseudo szczęść, pseudo radości, pseudo miłości, iż wydaje nam się, że jesteśmy gatunkiem, który posiadł wszystko. Tymczasem jesteśmy bandą narkomanów, która zbiorowo, oraz indywidualnie od rana do wieczora wtłacza w siebie używki, mające odebrać nam ból samoświadomości. Wszystko to, co nazywamy dobrobytem, luksusem, dobrami cywilizacyjnymi, społecznymi, a więc prasa, Internet, radio, telewizja, a nawet książki, religie, nauka, wszystko to stosowane w nadmiarze, służy temu, by dać nam odlot, byśmy nie myśleli, nie czuli, nie widzieli, byśmy nie słyszeli tego wewnętrznego głosu. Ten głos przenikliwie krzyczy w nas, że coś jest nie tak, nie tak z nami, nie tak z tym, co robimy, że coś jest nie tak ze społeczeństwem, w którym żyjemy.


czwartek, 27 sierpnia 2020

13 kwietnia 2010

 Twój śpiew. 


Cichym spokojem

opadł na liście

Twój śpiew.

Pada najprościej

deszczem Twych oczu

Twój zew.

Jeśli istnieć mam,

jak bez Ciebie przeminąć?

Powiedz 

jakim drobiazgiem 

zapada w serce promień? 

Zostań 

wyspą zieloną

skoro wokoło nie ma już 

nowin trójbarwnych

dziecko bezdomne. 


środa, 26 sierpnia 2020

12 kwietnia 2010

Rano. 


Rano

będę głodny życia. 

Zbudzę się

jak zwykle,

jak dzień po dniu, 

opowiem ci sen.

Dowiesz się

ile waży uśmiech.

Rano

zbudzę się ponownie,

nieśmiało. 


wtorek, 25 sierpnia 2020

11 kwietnia 2010

 Idę sam.


Idę sam

cichy, niemy

jak szept.

Stoję pusty

z bezimiennym sercem

w nieobecny czas.

W szumie traw

słyszę rytm,

daleki krzyk.

Kroczę 

przez ocean trwania,

przez pustkę życia,

bezsens istnienia. 

W plątaninie prawd

jestem sam

samotny jak kamień,

martwy jak zepsuty zegar,

który zgubił czas.

Umarłem, choć żyję.

Nie ma mnie,

choć zniknąć nie mogę.

Kim jestem?

Pytam.

Cisza odpowiada.

Kim jestem?!

Wołam w pustkę,

a słowa w niej toną.



Napisałem w maju 2003 r.


poniedziałek, 24 sierpnia 2020

10 kwietnia 2010

WYDAJE CI SIĘ, ŻE ŻYJESZ.


Wydaje ci się, że żyjesz, lecz nie żyjesz naprawdę. Jesteś jak zombi, nieświadomy prawdziwego stanu rzeczy. Wydaje ci się, że to, co robisz jest ważne, a tak naprawdę jest to tylko element tego, co ma odwrócić twoją uwagę, od rzeczy najbardziej istotnych. To, w czym upatrujesz sensu, nie ma najmniejszego znaczenia. To, co najbardziej bagatelizujesz jest sensem. To, co wydaje się najbardziej oczywiste jest sensem. Sensu nie widzisz, sensu się boisz, sensu nie rozumiesz. Z prawdziwego sensu się śmiejesz. Robisz wiele rzeczy nie wiedząc po co. Twoje plany życiowe są jak domek z kart, krótkowzroczne, kruche, nietrwałe. Śnisz snem cywilizacji, bezpiecznym snem rozwiniętej technologii, snem dobrobytu zachodniego świata. Odgrodzony od tego co prawdziwe murami swojego domu, ekranem telewizora, bezmyślnie powtarzanymi schematami, poglądami, nie swoimi, lecz innych ludzi, i kiedy nagle staje się coś, co przerasta twoje wyobrażenie, doznajesz szoku. Jak to możliwe?

Wszystko, co dzieje się wokół ciebie, następuje według ściśle określonych prawd, zasad, tylko ty ich nie rozumiesz. Nigdy się ich nie uczyłeś, nigdy się nad nimi nie zastanawiałeś. Przypatrz się uważnie światu, przypatrz mu się jeszcze raz, szeroko otwartymi oczami! On nie jest i nigdy nie był taki jak ci się wydaje. Od jak dawna żyjesz w złudzeniach? Czy trzeba tragedii, by cię z nich obedrzeć? Obudź się! Sen, w którym się znajdujesz możesz przerwać w każdej chwili. Nie chodzi o to, że będziesz wiedział wszystko, ale o to, że będziesz wiedział dokąd iść.


niedziela, 23 sierpnia 2020

9 kwietnia 2010

Blisko mojego domu. 


Blisko mojego domu

rosły dorodne truskawki…

a dom był wiejski, mały…

kryty słomianą strzechą.


Obok mojego domu

wśród zbóż pachnących latem

kwitła miłość w ogródku

malwą, jaśminem i makiem.


Mój dom grodzony płotem

trosk i radości sztachet

swe drzwi szeroko otwierał

i wołał dzieci bose.


Ten dom w pamięci pozostał

głęboko skryty w umyśle

i czasem cieszy duszę

maleńkim swoim światem.


Kocham te czasy dalekie 

co już nie wrócą nigdy

kocham dzieciństwo moje, 

świat, w którym byłem szczęśliwy.


sobota, 22 sierpnia 2020

8 kwietnia 2010

TATUŚ NIE WRÓCI.


Zaczynało się upalne lato. Razem z dwoma braćmi siedziałem na dachu sieni. Papa coraz bardziej nagrzewała się od promieni słońca. Montowaliśmy proce z rososzek wyciętych z bzu, rowerowej dętki i kawałków skóry. Nauczył nas tego kolega ojca parę tygodni wcześniej. Nasz tata był wtedy jeszcze zdrowy, teraz leżał w szpitalu. Miał zapalenie płuc. Mamy nie było w domu. Właściwie nie było jej przez większą część dnia, bo albo była w pracy, albo u tatusia. Żaden z nas nie miał wtedy więcej niż dziesięć lat. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji. Mama co prawda opowiadała, że tata ma rozszczep kręgosłupa, leży na wznak, że już jej nie poznaje, ale nie wiedzieliśmy co to oznacza. Wracała zapłakana. Chodziła po domu nie mogąc sobie znaleźć miejsca.

Dokładnie pamiętam tę scenę. Zza zakrętu dróżki dobiegł głos listonosza. Matka pobiegła, tak jakby na niego czekała. Zapadła ta chwila ciszy, po której ona się wyłoniła. Była zlana łzami. W dłoniach trzymała kartkę, wpatrywała się w nią jakby nie mogła doczytać co jest tam napisane. Dopiero później zrozumiałem, że był to telegram ze szpitala.

-Musicie posprzątać. Tatusia przywiozą, - usłyszeliśmy.

Dowiedzieliśmy się, że ojciec przez jakiś czas będzie w domu, zanim coś tam... i znowu zostaliśmy sami.

-Pościel łóżko. Muszą go gdzieś, przecież położyć, - instruowałem brata.

Pamiętałem jak zmarł dziadek, ale nie wiedziałem czym jest prawdziwa śmierć. Nie byłem nawet na jego pogrzebie. A teraz tatuś. Myślałem, że to jest taki stan, kiedy on musi wyjechać na długo, ale nie na zawsze.

Zdziwiłem się kiedy zobaczyłem ojca w trumnie, ubranego w garnitur. Każdy z nas po kolei podchodził i patrzył. Ojciec wyglądał tak normalnie, tak jakby na chwilę się zdrzemnął. Tylko ten zapach, jakby starego papieru, nie pozwalał zapomnieć, że coś jest nie tak.

Następnego dnia, wczesnym rankiem zaczęli schodzić się sąsiedzi. Starsze kobiety włożyły ojcu w dłonie różaniec i święty obrazek. Zaczęły zawodzić. Ludzie pochodzili do nas i przytulali. Nie wiedziałem czemu tak bardzo się smucą. Przecież tatuś tu jest, nie odpowiada, pewnie nie może... ale to nic. Co to właściwie ta śmierć? Czemu oni wszyscy nam tak współczują? Przecież mam mamę, dwóch braci i trzy siostry, i nadal jesteśmy rodziną.

Na pogrzeb przyszła prawie cała wieś. Ojciec był lubiany. Zajmował się reperacją radioodbiorników, hodował pszczoły, chętnie wszystkim pomagał, dlatego przyszli. Kiedy staliśmy nad rozkopanym grobem rozpadał się deszcz. Matka rozpaczała. Kiedy chcieli opuścić trumnę położyła się na niej tak, że musieli siłą ją z niej podnosić.

To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to nie sama śmierć, nie sama tragedia, ale to, że od tego momentu już go przy nas nie było. Nie było pomocnej dłoni, która zawsze się pojawiała, kiedy tego potrzebowaliśmy. Nie było obrońcy, nie było rodzinnego doradcy, nie było autorytetu. Pojawiła się ogromna niepewność i lęk. Matka pozbawiona wsparcia przestała sobie dawać radę z utrzymaniem niewielkiego gospodarstwa i szóstki dzieci. Zostaliśmy sami.


piątek, 21 sierpnia 2020

7 kwietnia 2010

W kroplach wody.


Spadam w kroplach wody 

na ziemię.

Wsiąkają we mnie łzy nieba 

potokiem.

Czuwam.

W źdźbłach trawy się wspinam

jak ślimak.

Nie wiem

jak deszczu korowód zatrzymać.

Zresztą 

nieważne jak spadnę.

Pod liściem

zawsze jest mokro.

Niepokój 

utopię we łzach

oparów i mgieł porannych.


Jak 

cegła po cegle zbudować

dom wnętrza - jaskinię moralną?

Jak zasnąć

spokojnym sumieniem

i świat swej rzece zostawić?

Już nie wiem.


 Napisałem 6 października 2004 r.


czwartek, 20 sierpnia 2020

6 kwietnia 2010

 NIE TRAĆ CELU.


Nigdy nie możesz tracić z oczu swojego celu, choćby był odległy i w tej chwili nieosiągalny. Zrozum, jesteś jak rozbitek na odległych wodach oceanu. Jeśli nie będziesz widział, chociaż skrawka lądu, utoniesz. Perspektywa, choćby bardzo odległej, wyspy, do której możesz dopłynąć, da ci ogromną siłę. Po pierwsze będziesz wiedział, że jest nadzieja, ląd, na który możesz wyjść. Po drugie będziesz znał kierunek, czyli każdy kolejny metr będzie cię do twojego celu przybliżał. Po trzecie będziesz miał świadomość, że w końcu tam dotrzesz, że jeśli dasz z siebie więcej, nastąpi to szybciej.

Niezamożnym obywatelom wydaje się, że ci, którzy coś w życiu osiągają, robią to skokowo. Pomyślą o czymś i już to mają. Prawda jest taka, że do każdego spełnionego marzenia, do każdego osiągniętego celu, wiedzie pewna droga: czasami dłuższa, czasami krótsza. Jest to droga działań fizycznych, twoich decyzji każdego dnia, ale jest to, przede wszystkim droga wewnętrznych przemian, zmiany sposobu myślenia,  zmiany perspektywy postrzegania.

Wyjaśnimy to w ten sposób. Wydaje ci się, ze twoja psychika jest jednorodna i niepodzielna. Nic bardziej mylnego. Wewnątrz twojej głowy mieszka, przynajmniej parę, bardzo różniących się od siebie osób. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo walczą ze sobą o dostęp do twojej świadomości. W ciągu dnia kilka lub kilkanaście razy jesteś kimś innym i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Każda z twoich osobowości ma inne potrzeby, inne poglądy na świat, inne pragnienia i marzenia.

Czy nie zdarzyło ci się czasem sprzeczać samemu ze sobą? Czy czasami nie mówisz do siebie tak, jakbyś coś komuś tłumaczył? Czy nigdy nie złościłeś się na siebie krzycząc w duchu? To jest właśnie twój wewnętrzny konflikt, taka wojna domowa. Z drugiej jednak strony, wiesz przecież, że aby coś osiągnąć, potrzebna jest zgoda i współdziałanie. Żadna armia nie wygra wojny, jeśli nie będzie w niej dyscypliny. Żadna ekipa nie zbuduje domu, jeśli każdy z murarzy będzie chciał budować coś innego. Zatem jak osiągnąć wewnętrzne porozumienie?

Jesteś jak państwo. Każda z twoich osobowości to obywatel. Twoja nadrzędna jednostka to prezydent. Musisz tak ustawić swoje cele, by spełniały oczekiwania jak największej grupy twoich obywateli, lub ich przekonać. Tylko wtedy możesz zrealizować swoje życiowe dzieło. Im większe i bardziej ambitne, tym większej synergii i harmonii będzie wymagało.

To, co napisałem jest podstawą do osiągnięcia czegokolwiek: począwszy od celów poznawczych, poprzez dbanie o rozwój fizyczny i duchowy, aż do realizacji tych najbardziej praktycznych, czyli finansowych i pozycji społecznej. U większości ludzi każda z osobowości ciągnie ten wózek życia w zupełnie inną stronę. Każda z osobowości pragnie zrealizować się samodzielnie.

Często zdarza się tak, że rano jesteś pełen energii i dokładnie wiesz co trzeba robić, a po południu nic już ci się nie chce, jesteś kompletnie zagubiony, szukasz oparcia w innych ludziach. Tak naprawdę i rano, i po południu byłeś kimś innym. Co zatem robić?

Rozmawiaj ze sobą jak najczęściej. Staraj się poznać swoje osobowości, poznać ich charaktery, upodobania i temperamenty. Słuchaj uważnie co mają do powiezienia, a zorientujesz się, że mówią różnymi głosami. Na pewno poznasz „tyrana”, który rządzi wszystkimi, „naukowca”, „lękliwe dziecko”, albo zupełnie kogoś innego. To ty najlepiej wiesz, kto w tobie mieszka. Postaraj się znaleźć wspólne rozwiązania. Wyznacz cele w taki sposób, by chociaż częściowo, każda z twoich osobowości poczuła się spełniona. Pamiętaj: to, co nazywasz szczęściem, jest sumą zadowolenia każdej z twoich osobowości. Jeżeli którąś zaniedbasz, będzie działała na twoją niekorzyść. Systematycznie i po cichu będzie sabotowała każde twoje działanie. Jednak, jeśli uda ci się porozumieć, wszystko, do czego się dotkniesz będzie przychodziło dwa razy łatwiej.


środa, 19 sierpnia 2020

5 kwietnia 2010

 Tak niewiele


Tak niewiele zostało 

złotych barw,

czerwieni w myślach,

w ciepłych snach 

po brzegi spełnionych.

Zapomniałem

o  drzwiach otwartych,

o motylach,

co modre skrzydła mają,

co muskają

usta spragnione poezji.

Zapomniałem

o wyspie bezludnej,

co bezpiecznie czeka

w mym sercu,

gdy chcę być

wielkim człowiekiem…  

czasami.

Tak niewiele

zostało w mej duszy

jasnych gwiazd,

co drogi znaczą,

wielkich słów,

otwartych ramion

co czekają gdzieś tam

na mnie.


wtorek, 18 sierpnia 2020

4 kwietnia 2010

 BOISZ SIĘ?


Boisz się? Niepotrzebnie. To, co w tobie zdolne do odczuwania lęku nie powinno się bać. Twoja najgłębsza istota, część ciebie, która jest pasażerem twojego ciała, nie ma powodów do żadnych lęków. Ta część ciebie jest nieśmiertelna i wieczna.

Jednym z głównych lęków każdego człowieka jest lęk przed śmiercią, ale tak naprawdę jesteś nieśmiertelny. Jeżeli bardzo boisz się śmierci, bądź świadomy, że umiera tylko twoja ziemska powłoka. Jeżeli nadal boisz się stracić to ziemskie życie, wiedz, że i tak je stracisz. Urodziłeś się z wyrokiem śmierci, jak każdy człowiek. Swojego ziemskiego życia i tak nie zachowasz, więc przestań się bać i spójrz dalej.

Na całej ziemi nie ma niczego takiego, co mogłoby dotknąć twoją najgłębszą istotę. Boisz się niepowodzeń, cierpienia. Prawda, że są one jak kłujące krzewy, jak płomienie, ale o ile owe cierpienia, stworzone przez twój lęk nadejdą, nie są one niczym innym, jak tylko jeszcze jedną formą doświadczania, doświadczania życia, świata.

Boisz się, że nie będziesz miał schronienia i będziesz doświadczał głód... nawet bezdomny ma tyle, by przeżyć, brak domu rzadko jest jedynym powodem śmierci. Każdy poziom życia jest dobry i potrzebny, daje nam bowiem cenne doświadczenia. Inną sprawą jest to, czy tego chcemy, czy nie. Wszystko, czego doświadczasz może być dobre, lub złe. Jest to tylko kwestia twojego nastawienia.

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

3 kwietnia 2010

 ZAPYTAŁEM GO WPROST.


Zapytałem go wprost:

-Po co żyjesz?

Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Myślał, że to jakiś żart, że go w coś wkręcam. Powtórzyłem więc:

-Jaki sens ma twoje istnienie?

Cisza. Nie potrafił powiedzieć nic. Za to jego kolega był bardziej śmiały. 

-No, żyję, żeby mieć trochę przyjemności.

Przyjemności?

-No, kolega lubi wypić, to sobie wypije, ...albo zapalić fajka, albo iść na baby, no nie?! – zaczęli się śmiać.

-Żyjesz po to, żeby pić i palić?!

-No, a po co się żyje??? Nie tylko po to? Żeby pracować???

Zrozumiałem, że nie otrzymam jasnej odpowiedzi.

-Wiecie, to jest pytanie retoryczne, - kontynuowałem łagodząc temat. -  Chodzi o to, by być bardziej świadomym.

-Świadomy to jestem kiedy nie ćpam. No wtedy jestem świadomy! – To miał być taki żart, żaden z nich nie był narkomanem.

Uderzyła nie ich całkowita ignorancja, a jednocześnie zagubienie wywołane w zetknięciu z tym pytaniem. Miałem wrażenie, że patrzę na ludzi przed chwilą wyrwanych z głębokiego snu.


niedziela, 16 sierpnia 2020

2 kwietnia 2010

 KTO WYMYŚLIŁ I ZBUDOWAŁ WSZECHŚWIAT?


Kto wymyślił i zbudował wszechświat? Czy powstał on sam z niczego? To mało prawdopodobne, by coś tak ogromnego i skomplikowanego powstało samorzutnie, bez niczyjej ingerencji, bez planu.

Kto wymyślił prawa fizyki, chemii biologii, według których to wszystko działa, przetwarza się i ewoluuje? Czy prawa fizyki stworzyły się same?

Większość naukowców nie wierzy w istnienie Boga. To, co zachodzi we Wszechświecie nazywają prawami natury. Uparcie twierdzą, że wszystko powstało samoczynnie, jedno z drugiego, samoistnie, bez niczyjej ingerencji. Próbują odkryć tą naturę rzeczy, zgłębić jej tajniki. I okazuje się, że w pewnym momencie stają przed problemem nie do rozwiązania. Im więcej się dowiadują, tym więcej pytań powstaje.

Wszechświat jest tak skomplikowany, że współczesnemu człowiekowi nie udało się zrozumieć nawet promila jego prawd. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ze złożoności i ogromu tego, co jest. W takim razie, jeżeli jest to tylko „natura” i „samoistność”, to ta „natura” działa i tworzy w bardzo przemyślany, precyzyjny i rzeczowy sposób. Można by zadać pytanie: czy jeśli wzięlibyśmy wszystkie komputery świata, i połączyli w jedną całość, dołożyli do tego umysły wszystkich ludzi, czy udałoby nam się stworzyć coś tak skomplikowanego? Jak, zatem można twierdzić, że Wszechświat jest dziełem ślepego losu i przypadku? Jeżeli nawet tak jest, to ten „przypadek” jest bardzo precyzyjnie określoną formą, formą, może ślepą (w naszym rozumowaniu), ale bardzo inteligentną. Czy w takim razie ta forma nie może być Bogiem?

Myślę, że tak naprawdę, nie ma ludzi niewierzących. Ten podział jest sztuczny i niesprawiedliwy. Myślę, że uznawanie, bądź nieuznawanie Boga, jest tylko formą nazewnictwa, interpretacji i używania określonych ram do tego, co widzimy.

Jak można próbować coś odkryć, jednocześnie nie wierząc w istnienie tego czegoś?


sobota, 15 sierpnia 2020

1 kwietnia 2010

 Leżę


Leżę półśniący

w samotnej leśnej głuszy,

pół rozmarzony

realnym sensem odcięty.

Zamknięty

drzemię sobie

w bezosobowym wszechświecie.

Spoczywam

w trawie pachnącej,

wśród liści szelestu

i morza wiatru nade mną.

Wszystko w co wierzę 

jest tutaj.

Zasnę

nim myślą przemierzę

sens, nadzieję i zaufanie,

co mieszka wewnątrz.

Leżę...