piątek, 3 lipca 2020

16 lutego 2010

KAMIEŃ

Patrzę na kamień. Leży do połowy zagrzebany w ziemi. Widać tylko jego górną część. Jest szara, zakurzona, ale da się rozpoznać barwę i strukturę. Jest okrągły jak nierówne jako. Powoli wyjmuję go z uścisku gliny, wycieram i pieczołowicie oczyszczam. Z każdym moim ruchem widać więcej z jego naturalnego piękna. Jest żółto-brązowo-pomarańczowy, w jaśniejsze i ciemniejsze plamki. W dotyku niby gładki, ale jednocześnie przyjemnie chropowaty. Ciężki, waży jakieś dwa kilogramy.
Kamień milczy, po prostu jest. Wiem, że gdyby umiał mówić opowiedziałby mi historię Ziemi. Czuję związek z tym małym okruchem naszej planety. Jest między nami milczące porozumienie. Kamień lubi ciszę, jak ja. Kamień nie rozpycha się łokciami. Trzymasz go w dłoniach, nacieszysz oczy, potem wyrzucisz. On wciąż niezmiennie będzie trwał tu. Należy do ziemi. Jego istnienie jest potwierdzeniem istnienia Boga. Dzięki niemu mogę stwierdzić, że i ja istnieję. Kamień milcząc wciąż potwierdza podstawową, pierwotną prawdę: „ja jestem, istnieję, Świat jest, Ziemia jest”. Ten kamień jest wibracją w naszym zakresie fal postrzegania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz