ROMAN
Roman jest moim kolegą z pracy. Ma 20 lat. Jest przystojnym ciemnowłosym chłopakiem. W każdą sobotę chodzi z na dyskoteki i wiejskie zabawy. Na imprezach często dochodzi do konfliktów między poszczególnymi grupami młodzieży. Wywiązują się wówczas bójki, których Roman nie unika.
-Ja się nie boję. Mimo iż nie jestem mocno zbudowany nie boję się bić. Jak trzeba, to trzeba! Nawet większego od siebie potrafię nalać. To czy wygram nie zależy od siły, ale od umiejętności i zaskoczenia. Jak widzę, że gościowi nie dam rady, to od razu walę z „dyńki, albo w jaja. Można i cymbał, ale tak, żeby się nogami nakrył – opowiada o swoich wyczynach.
Roman jest pewien tego, co mówi. Mimo wielu bitew nic poważnego mu się nie stało: nie stracił zębów, nie miał złamanej szczęki..., ale nie to jest największym problemem Romana.
Kiedy tylko zdał egzamin i zdobył upragnione prawo jazdy, uwielbia pędzić samochodem przez wieś, 150 km/h i kręcić piruety na skrzyżowaniach. Dwa lata temu miał wypadek, w którym zginął jego młodszy brat. Wracali w pięciu z basenu. Prowadził Roman, było ciemno, jesień. Nagle coś wyskoczyło zza zakrętu.
-Jakiś pajac ściął ten zakręt. Próbowałem go wyminąć i wpadłem w poślizg. To były sekundy. Samochód kilkakrotnie koziołkował. Wszyscy powypadali przez okna oprócz mnie. Mocno trzymałem się kierownicy. Połamałem sobie żebra. Koledzy byli tylko lekko podrapani i potłuczeni. Tylko brat..., siedział na tylnej kanapie a wypadł przez przednie, boczne okno. Miał uszkodzonych siedem narządów, w tym wątrobę i śledzionę. Zmarł w karetce. – kiedy to mówi nie widać na jego twarzy wzruszenia, opowiada to jak film. Jego ojciec to zdarzenie przypłacił załamaniem nerwowym.
Pół roku po tym tragicznym zdarzeniu Roman miał drugi wypadek. Tym razem na skuterze. Został potrącony przez samochód terenowy.
-Ale miałem szczęście - opowiada, - „jak walnąłem w drzewo, to mój kask rozleciał się na dwie części, a mnie nic!
Parę tygodni temu Roman miał trzeci wypadek. Tym razem też walnął w drzewo.
-Chciałem je skosić, ale się nie udało! – żartuje nie tracąc rezonu.
Tym razem kolega stracił cztery zęby i miał na wylot przeciętą górną wargę. Przez tydzień jadł tylko serki waniliowe i jogurty. Kiedy spytałem go, czego nauczył się z tego i poprzednich wypadków odpowiedział:
-Trzeba zapinać pasy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz