środa, 17 czerwca 2020

31 stycznia 2010


Życie jest narkotykiem. Im więcej go zażywasz, tym bardziej jesteś od niego uzależniony. Im się nim głębiej zaciągasz, tym mniejszą masz świadomość, tego, co tak naprawdę z tobą się dzieje. Po prostu chcesz żyć, chcesz chłonąć go całym sobą, bez pamięci zatracić się w realności, nie pytając: „dlaczego?”
Wszystko, czego doświadczamy, może stać się dla nas narkotykiem. Jeżeli nie będziemy wobec siebie krytyczni, zatracimy się w tym, co robimy. Cywilizacja, ze wszystkimi dobrodziejstwami, jest jak opium. Może nas pochłonąć. Cała nasza kultura, religia to coś, co może zabrać nam „wzrok”. Ludzie są  „narkomanami”, lubią nimi być. Lubią dawać sobie codzienne „w żyłę”, by nie czuć bólu własnego istnienia.
Samo życie przyprawia nas o szaleństwo, ale być może, w tym szaleństwie jest metoda. Być może te wizje nieświadomości są sposobem naszej nauki, naszej rozmowy z Bogiem. Chodzi o to, by nawiązać z nim prawidłowe relacje. Chodzi o to, by nawiązać prawidłowe relacje ze światem i z innymi ludźmi. Masz doświadczać samego siebie. Masz stanąć oko w oko z tym, kim jesteś. Ma to do ciebie dotrzeć w najbardziej zrozumiały dla ciebie sposób. Wszystko inne jest tylko metodą, która ma opisać, to kim jesteś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz