Świat jest bardzo drogą zabawką dla nas wszystkich. Jest to coś pomiędzy grą, filmem i snem, który sami tworzymy. Przy czym wszystko, co widzimy, co jest obok, blisko i daleko jest elementem tej gry. Nawet nasze ciała są wykreowane z elementów tego świata, tej gry.
Każdy z nas siedzi głęboko w swojej jaźni, jak widz, pilot statku, uczestnik seansu, gracz. Celem jest dostarczenie nam emocji. Są nam potrzebne zarówno te pozytywne, jak i te negatywne. To tak jak z oglądaniem horroru, przecież czasami lubimy się bać. W naszej naturalnej postaci i naszej prawdziwej rzeczywistości nie mamy możliwości tworzenia relacji i odczuwania. Nie mamy ciała i całkowicie niezależnej jaźni, osobowości. Łączymy się wzajemnie w jeden byt. Możemy ogarnąć sobą cały wszechświat, być jednocześnie w wielu miejscach, ale nie mamy możliwości tworzenia związków, kochania czy nienawidzenia. Nie mamy możliwości podejmowania niezależnych, indywidualnych decyzji. Świat jest po to, by każdy mógł poczuć się jak Bóg, by każdy mógł zająć się kreacją, dawaniem i braniem.
Jesteśmy ślepi i nie widzimy tego, jak jest naprawdę, ale tak ma być. Chodzi o to, by gra była realistyczna. Każdy dzień dostarcza nam tyle emocji, że nie mamy czasu zastanowić się, po co to wszystko. Każdy z nas przeżywa swój indywidualny film, kocha, bawi się płacze, złości się i nienawidzi, buduje i burzy. I tak film toczy się, życie płynie. Dopiero kiedy na ekranie pojawi się napis „koniec gry”, odrywamy oczy od ekranu, wstajemy od konsoli i wychodzimy z kina, mamy możliwość przedyskutowania i ocenienia tego co obejrzeliśmy, co nam się przytrafiło.
Będąc tutaj, na swój sposób próbujemy zrozumieć to, co się z nami dzieje. Tworzymy naukę, religię, szukamy. Dopiero nie dawno zrozumieliśmy, że mamy nad tą grą kontrolę i to całkowitą. Minie jeszcze trochę czasu nim opanujemy sterowanie tym snem. Ten proces już się zaczął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz