Kiedy zatrzymasz się w pędzie, zrozumiesz, że każdy człowiek żyje na granicy dwóch światów: materialnego i niematerialnego. Każdy człowiek jest węzłem łączącym dwie odrębne przestrzenie. Jego ciało i to, co na zewnątrz to materia. Jego myśli, uczucia i to, kim jest wewnątrz to duch. W materii jest zanurzone nasze ciało. Codziennie bombardują je miliony doznań. W lęku, rozpaczy walczymy o przetrwanie, o zachowanie istnienia. Całkowicie zatracając się w materii, zapominamy o duchu.
Tymczasem duch to połowa nas, połowa tego, kim jesteśmy. Bez niego nigdy nie będziemy pełnią. Bez niego błądzimy, tracimy sens. Bez niego nigdy nie znajdziemy kierunku, zdani na miotające nami wydarzenia.
Nie trzeba się modlić, nie trzeba chodzić do kościoła, by odnaleźć swojego ducha. My jesteśmy modlitwą, nasze myśli i uczucia. My jesteśmy kościołem, to jest w nas. Wystarczy się zatrzymać i pomyśleć.
Każdy człowiek to odrębny wszechświat. Każdy człowiek zajmuje centralne miejsce w swoim wszechświecie. Od niego wszystko się zaczyna i do niego wraca.
Mój świat dzieli się na dwie części: to, co wewnątrz mnie i to, co na zewnątrz. Obydwie części rządzą się innymi prawami, w obydwu jestem, obydwa są mną. Jestem osadzony głęboko w sobie. Nic nie może dotrzeć do mnie poza odczuciami. Nikt nie może zrobić mi krzywdy, ponieważ jestem nieśmiertelny. Nic nie może mnie dotknąć, jeżeli sam na to nie pozwolę. Jestem obserwatorem, który żywi się uczuciami mojej ziemskiej powłoki. Po prostu jestem osadzony głęboko wewnątrz, doświadczam, patrzę, słucham. Moje ciało jest moim ubraniem, przez nie mogę zamanifestować swoją obecność na Ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz