Codziennie, jak fala tsunami, uderza cię twoja rzeczywistość. Zostałeś wrzucony do tygla wydarzeń, nagle znalazłeś się w centrum twojego istnienia. Twój świat krzyczy na ciebie, byś biegł. Więc biegniesz, biegniesz coraz szybciej. Obok widzisz innych, próbujących złapać swoje marzenia. Nikt nie zadaje pytań:
Po co to wszystko?
Co ja tutaj robię?
Po co biegnę?
Czy muszę tak biec?
Te pytania są nieprzyzwoite. Przecież jest tyle do zrobienia..., trzeba działać, reagować na pojawiające się wciąż nowe wyzwania i zagrożenia. To jest gra o dynamicznej akcji, niepozostawiająca miejsca na wątpliwości.
Życie stymuluje cię na zasadzie kija i marchewki. Jesteś jak ten osiołek w zaprzęgu: przed sobą widzisz marchewkę a za sobą kij. Masz tylko jeden kierunek marszu. Twój wzrok skupiony jest na najbliższym celu. Wiesz, że nie możesz się zatrzymać. Z czasem zaczynasz wątpić, czy coś takiego, jak wolność istnieje. Przyznanie się do tego, że przez większość swoich dni gnałeś jak głupi, bez celu, jest bardzo bolesne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz