niedziela, 10 maja 2020

20 grudnia 2009


Patrzę wokół i widzę proces narodzin i śmierci. Ludzie przychodzą i odchodzą. Rodzą się, dorastają, wychowują dzieci. Nikt nie pyta, jaki to wszystko ma sens? A to jest ważne pytanie. Bez tego pytania podobni jesteśmy do sprawnie działających maszyn, robotów zaprogramowanych tak, by wydać potomstwo i utrzymać się przy życiu do czasu, kiedy będzie samodzielne. 
Obserwuję, jak starsi ludzie czekają na śmierć. Patrzą, jak dni przeciekają im przez palce, jak ciągle powtarzają, że trzeba będzie zabierać się z tego świata. Jedynym ich sposobem na życie, jedyną filozofią jest narzekanie na to, jak los ich okrutnie potraktował. Mówią wtedy: "jakie to życie jest niewdzięczne".
Dzieci, które wychowali, wnuki, których się dochowali, nie rekompensują tego poczucia straty. Przeszli przez życie i nie wiedzą w jakim celu. Przeszli przez zestaw swoich doświadczeń i nie widzą ich sensu.
Każdy z nas będzie kiedyś stary. Czy kiedyś tak samo będziemy obwiniać wszystko i wszystkich za swoje krzywdy? Czy powtórzymy ich schemat? A może już teraz lepiej zadać sobie to pytanie? Po co żyję? Jaki jest sens tego, co robię? 
Tak bardzo staramy się być lepsi od naszych rodziców, lepiej się urządzić, mieć więcej pieniędzy, żyć wygodniej, ale tak naprawdę im bardziej się staramy, tym dokładniej powtarzamy ich wzorzec. Jest to tylko jego lepsza wersja.
Po co to wszystko? Jaki sens ma ta cala mordęga? Przecież i tak kiedyś wszyscy umrzemy. Każdy ma tę pewność. Popatrz na swoje życie. Co zrobiłeś do tej pory? Co dalej zamierzasz robić? Czy życie to taka kiepska mydlana opera? Taki serial tasiemiec?
Jeżeli nic z tym nie zrobisz, nie podejmiesz żadnego działania - to TAK! Taka jest prawda.
Dlaczego tak wielu ucieka od tego oczywistego faktu? Dlaczego większość ludzi nawet nie chce o tym słyszeć?
Ktoś zrobił nam wszystkim niesamowity kawał. Ktoś wsadził nas do beczki zwanej Światem i teraz patrzy czy się w niej pozabijamy, czy nie. Można powiedzieć, że ten ktoś ma niezły ubaw, obserwując, jak się mordujemy, jak dzień po dniu krzywdzimy się do łez, jak zadajemy sobie rany, jak tłuczemy się z własną niemocą, z własnymi myślami.
Uczestniczymy w dziwnym tańcu, procesji, ceremonii. Nie rozumiemy tego, co się z nami dzieje. Boimy się zapytać o tę gorzką prawdę, bo mogą uznać nas za wariatów. 
Ktoś każe ci skakać po gorącej blasze, a ty skaczesz, bo myślisz, że inaczej nie można. 

STOP! TO PRZECIEŻ NIEPRAWDA! 

Kto ci powiedział, że z tego słoja nie ma wyjścia?! To wyście istnieje i nie jest nim śmierć. Wyjściem jest PRZEBUDZENIE. Prawda leży w każdym z nas. Wszyscy znamy odpowiedź, wszyscy mamy dostęp do wszystkich odpowiedzi. 
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że jeśli zainicjujemy ten proces, będzie on postępował samoistnie. Przebudzenie jest czymś cudownym, czymś, na co każdy człowiek instynktownie czeka. Przebudzenie jest całkowitym spełnieniem. Przebudzenie jest drugą stroną medalu życia.
Nagle uświadamiasz sobie, że jesteś dzieckiem Wszechświata, wędrowcem przez wieczność, że nie masz początku i końca. Nagle uświadamiasz sobie, że jedyną rzeczą, której tak naprawdę pragniesz, jest miłość. Miłość czysta bezinteresowna, miłość do wszystkich i wszystkiego. Nagle uświadamiasz sobie jedność z każdym człowiekiem, z każdą rzeczą na tym świecie. 

PO PROSTU JESTEŚ.

Cały Świat skazany jest na odkrycie tej prawdy. Każdy z ludzi (sam) musi w końcu do niej dojść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz