Sobota,
POLOWANIE.
Jestem w dużym, pięknie utrzymanym ogrodzie. Obserwuję jak na trawniku spaceruje dziki gołąb. W pewnym momencie w jego kierunku skrada się czarny kot. Ma na szyi malutki dzwoneczek, który normalnie dzwoni przy każdym jego ruchu. Teraz porusza się w taki sposób, że dzwonek nawet nie drgnie. Kot czołga się w niskiej trawie cicho i bezszelestnie. Ptak rozgląda się czujnie, ale nie widzi drapieżnika. Jest jednak ostrożny, instynkt każe mu zmienić miejsce żerowania. Kot podąża za nim. W tej samej chwili spostrzegam drugiego kota. Jest w czarno – białe łaty i skrada się z przeciwnej strony. W pierwszej chwili myślę, że to przypadek, iż oba zwierzęta zaczaiły się na tego samego ptaka. Kiedy jednak widzę, że czarno – biały kładzie się i leży w bezruchu zaczynam podejrzewać, że polują zbiorowo. I rzeczywiście. Czarny skrada się dalej, a jego kompan leży i czeka. Gołąb jakby wyczuwa, że coś jest nie w porządku i odsuwa się od czarnego, ale idzie wprost w łapy tego drugiego. Nagle czarny wyskakuje tak jakby chciał go złapać. Jest jednak zbyt daleko, by ta sztuka mogła mu się powieść. Gołąb odruchowo odskakuje niestety tak pechowo, że niemal idealnie w pazury czarno – białego. Ten chwyta go i mienieniu oka zabija.
Koty są od małego chowane w ciepłym domu, żywione karmą, mimo to nie utraciły instynktu łowcy. Mało tego, nauczyły się polować w zespole. To fascynujące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz