Piątek
I TAK SOBIE ROZMAWIAM Z BOGIEM.
Siąpi deszcz. W roboczym, niebieskim ubraniu zbieram suche gałęzie. Kładę je na taczkę i wożę kilkaset metrów dalej. Głupie, ale stamtąd je zabiorą, a stąd nie. Deszcz siąpi niciana mi w twarz. Głupia robota. Szczególnie że wiatr, prawie huraganowy, i tak pewnie zaraz nałamie nowych sucharów. Koledzy pochowani po kątach śmieją się, że tak łażę. A ja łażę i tak rozmawiam sobie z Bogiem.
-Widzisz deszcz?
-Widzę.
-Popatrz jak jego kropelki spływają po gałęziach.
-No…
-Wiesz ile wysiłku trzeba, by to wszystko stworzyć?
Łażę prawie do cna przemoknięty. Patrzę na mglisty krajobraz i tak sobie rozmawiam z Bogiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz