sobota, 26 grudnia 2020

05 listopada 2010

Piątek 


I TAK SOBIE ROZMAWIAM Z BOGIEM.


Siąpi deszcz. W roboczym, niebieskim ubraniu zbieram suche gałęzie. Kładę je na taczkę i wożę kilkaset metrów dalej. Głupie, ale stamtąd je zabiorą, a stąd nie. Deszcz siąpi niciana mi w twarz. Głupia robota. Szczególnie że wiatr, prawie huraganowy, i tak pewnie zaraz nałamie nowych sucharów. Koledzy pochowani po kątach śmieją się, że tak łażę. A ja łażę i tak rozmawiam sobie z Bogiem.

-Widzisz deszcz?

-Widzę.

-Popatrz jak jego kropelki spływają po gałęziach.

-No…

-Wiesz ile wysiłku trzeba, by to wszystko stworzyć?

Łażę prawie do cna przemoknięty. Patrzę na mglisty krajobraz i tak sobie rozmawiam z Bogiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz