Czwartek
DIAGNOZA WYROKIEM ŚMIERCI.
Był naszym kolegą, znali go wszyscy. Chłopak tuż po czterdziestce. Pracował na przepompowni ścieków w naszym zakładzie. Zawsze uśmiechnięty, pełen poczucia humoru, wszystkich rozbawiał, klął siarczyście, palił ogromne ilości papierosów i często spluwał. Nie zanosił lekarzy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz sprawdzał stan swojego zdrowia. Czasami coś tam dolegało, brał jakieś leki i kurował się sam.
Któregoś dnia nasza kadrowa stwierdziła, że jeśli ma dalej pracować, musi zrobić podstawowe badania. Wysłała go lekarza zakładowego. Ten wystawił rutynowe skierowanie.
Prześwietlenie wykazało cień na jednym płucu. Żadna tam obawa, sporo ludzi ma takie zmiany. Są to najczęściej blizny spowodowane niedoleczonym przeziębieniem. W takiej sytuacji rutynowo wysyła się pacjentów na tomografię. Niestety to badanie potwierdziło zły scenariusz.
Już wtedy jego stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Trafił do szpitala na onkologię. Kiedy poszedł do łazienki nie mógł, o własnych siłach, z niej wrócić na salę.
Próbkę pobierali dwa razy, za pierwszym razem była to tylko martwa tkanka, za drugim, niestety, komórki rakowe. Było to dla niego szokiem, ale jeszcze miał ogromną nadzieję.
Jeszcze tego samego dnia zebrało się konsylium lekarskie. Zastanawiano się, czy guza operować, czy też zastosować chemioterapię. Postanowiono przeprowadzić kolejne badania, pobranej tkanki. Wykazały one, że jest to nowotwór złośliwy w stadium nieoperacyjnym. Załamał się.
Dostał chemię, oraz leki przeciwbólowe. Wypisano go do domu, chciał spędzić te święta z rodziną.
Jak to możliwe, że człowiek, który jeszcze miesiąc temu wydawał się być zupełnie zdrowy, dostał diagnozę będącą wyrokiem śmierci?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz